Stałam przed domem z pełnymi walizkami czekając na taksówkę, która miała mnie odwieźć na lotnisko. Moja mama cały czas dopytywała czy wszystko zapakowałam. Męczyło mnie ciągłe odpowiadanie ''TAK''. W końcu pod dom przyjechał żółty samochód z dużym napisem na dachu ''TAXI''. Kierowca wyszedł z samochodu i pomógł mi włożyć ciężkie walizki do bagażnika. Przytuliłam naraz moich rodziców. Moja mama nie mogła powstrzymać się od płaczu, mojemu tacie też oczy się szkliły. Wsiadłam do taksówki i jeszcze pomachałam rodzicom. Kiedy spoglądałam przez szybę na te wszystkie domki, aż łezka mi się w oku zakręciła, że wyjeżdżam z mojego kochanego miasteczka. Czekało mnie kilka godzin jazdy. Nie przepadałam za jeżdżeniem samochodem, czy innym transportem, bo nie jestem osobą, która potrafi usiedzieć tak długi czas w jednym miejscu. Próbowałam zasnąć, lecz nici z tego, więc włożyłam słuchawki do uszu i napawałam się dźwiękami Skrillex'a. Dzięki słuchania muzyki, te godziny spędzone z samochodzie minęły bardzo szybko. Zanim się obejrzałam byliśmy już na lotnisku. Zapłaciłam taksówkarzowi, który wyciągnął mi bagaże. Ciągnęłam za sobą trzy wielkie, ciężkie torby do hali odlotów. Tam spędziłam trochę czasu. Te wszystkie odprawy, kontrole. No, ale w końcu mogliśmy wrzucić swoje torby do 'bagażnika' w samolocie i zająć swoje miejsca. Myślałam, że nie przetrwam tej podróży. Za mną siedziało jakieś dziecko, które ciągle kopało mój fotel, a obok mnie jakiś grubas, który cały czas spał i się ślinił. Ale jakoś dałam radę.
W końcu byliśmy na miejscu. W Londynie. To miasto jest jeszcze piękniejsze na żywo niż na zdjęciach! Nadal nie mogłam uwierzyć, że tam jestem. Panowała typowa angielska pogoda, czyli taka jaką lubię! Czerwonym, dwupiętrowym autobusem udałam się do apartamentu, który stał na ulicy Stanley Street 69.
Na miejscu:
Poszłam na recepcję po klucz, a następnie udałam się dłuuugimi schodami do góry. Myślałam, że zaraz zemdleję, tyle chodzenia po tych schodach. Byłam tak zmęczona, że nie zauważyłam nawet, że jest winda.
Mój pokój miał nr. 69. Ta liczba mnie prześladuje! Włożyłam klucz do zamka i go przekręciłam. Kiedy weszłam gęba mi opadła. Ten pokój był śliczny! Nawet się tego nie spodziewałam. Od razu rzuciłam się na wodne łóżko, które było tak wygodne, że nie chciało mi się z niego wstawać, ale w końcu musiałam. Szafa była tak duża, że bez problemu pomieściłam wszystkie moje ubrania.
Kiedy już się zagospodarowałam, włożyłam telefon do kieszeni, wyjęłam aparat z torby i... CZAS POZWIEDZAĆ LONDYN!
____________________________________________________________________________
Pierwszy rozdział już za nami! Przepraszam, że taki krótki, ale kolejne postaram się pisać dłuższe. Mam nadzieje, że rozdział wam się spodobał. :)